Na razie odpoczynek. Jestem wykończona fizycznie, a psychicznie w szczególności. Jeszcze niedawno nie mogłam spokojnie przeżyć dnia, zawsze odwiedzały mnie kłujące skurcze serca.
Ale stres mam już za sobą, a mimo to poniewierają mną sny. Nie koszmary. Sny. Jeszcze bardziej rzeczywiste, uderzające w sferę codziennego funkcjonowania. Znacie to uczucie, kiedy zostaje zatarta granica między snem a rzeczywistością? Człowiek nie jest w stanie ogarnąć tego co się wokół niego dzieje i tego co czuje. Nigdy nic tak nie sterowało moim życiem jak te cholerne wytwory mózgu, których sama nie tworze. Jakby ktoś specjalnie chciał mi zatruć życie nawet w momencie kiedy odpoczywam. Mam 10 dni na wyleczenie. MUSZĘ wyzbyć się tego popiołu, tego cienia, który wiecznie zaczernia mi duszę. Chciałam zapisywać sny po kolei, ale porzuciłam to po zapisaniu pierwszego. Doszukując się w nich sensu i chronologii jeszcze bardziej zatraca ostatki zdrowego rozsądku.
Zaczynam doceniać swój wysiłek w pewien sposób. To, że inni go nie zauważają to już inna sprawa. Myślę, że wiem na co mnie stać. Mimo tego, że nadal jestem niechlujna to staram się rozwijać oczy swojej duszy, dłonie własnej osobowości. Nie zatracę się. Jestem sobą. Zawsze będę, choć skutki tego mogą mnie jeszcze nie raz zranić.
1 stycznia 2010 zaczynam nowy rozdział w życiu.
Oby wam się poszczęściło..
Bless